Pioseenki ☻
czwartek, 20 marca 2014
Rozdział XXI
*Chamska reklama*
*wiem że nie prosiłaś ale ...*
https://m.facebook.com/?_rdr#!/profile.php?id=154172191342626
<-------- Jej fanpage ;*
Wejdziesz? Lajkniesz? Bardzo dzięki;*
*pacz na zdjęcie* *to je dzieło moje* *i Lucy*
*znak Percico* xD
Bianca
Szłam między krzewami mej macochy gdy ktoś mnie zawołał.
-Bianca?!
Powoli się odrwuciłam. Nie, nie, NIE! To była Persefona.
-Mmm. Cześć!-odpowiedziałam.
-Na grzebień Apolla! Gdzie się podziewałaś?-spytała.
-Tu?-odpowiedziałam.
-Dokładniej.-poprosiła.
-No w pokoju.-powiedziałam.
-Gdzie w pokoju?-spytała.
-No w takim pomieszczeniu gdzie są moje rzeczy.-wyjaśnłam.
-No wiem co to jest pokój, ale gdzie ty na owsiankę mojej matki, byłaś?!-krzyknęła.
Wtedy usłyszałam to:
-Ktoś powiedział OWSIANKA?!!!
To była Demeter. Persefona przewruciła oczami.
-Nie mamo, nie. Coś ci się pomyliło.
-Hmmm. Ale i tak te jego dzieci powinny jeść owsiankę.-powiedziała.
-Matko! Prszę cię, kto w tych czasach je owsiankę?! No oprucz małych dzieci?-spytała Persefona.
-No naprzykład ja.-odpowiada Demeter.
Ja bardzo dyskretnie uciekam z miejsca. Biegnę żeby mnie nie złapano. Znalazłam się na miejscu. Pola Elizejskie. Okej, to byli Ci no..... nieważne. Stanęłam w widocznym miejscu, dusze zmarłych patrzyły na mnie.
-Hej! Jak tam życie?-spytałam, jednak potem zdałam sobie sprawę z tego że to było bez sensu...
-Emmm, nieważne. No więc ja powiem parę imion i nazwisk a te osoby przyjdą do mnie!-dokończyłam.
Jedynie ja tu okazywałam entuzjazm....
-Charlie Beckendorf, Silena Beauregard, Michael Yew, [pare nazwisk później] i Luke Castellan.
Dusze przedzierały się prze tłum. Nie wiem kto jest kim, ale dam sobie radę...
-No dobra, ja was wyprowadzę na powierzchnię! Odrodzicie sie i wogule. A i jestem z wami! Jestem Bianca di Angelo, siostra Nica.... kojarzycie?
Zero odpowiedzi. No cóż.
-To za mną, kompanio!-wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
-Khm. No więc ten no.... idziecie?
Ruszylismy w drogę powrotną. Szybko przebiegłam obok orgodu Persi i znaazłam się przy wyjściu na świat.
-Szybko!-krzyknęłam i pędem ruszyłam ku górze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Gdy wszyscy wydostali się na powierzchnię z ulgą odetchnęłam. Spojrzałam na nich. Skoro dzieci Hafiego będą zadowolone to dobrze. Więcej entuzjamu. Na początku ..........
BĘDĘ ZŁA I BĘDĘ DODAWAĆ POSTY CZĘŚCIEJ ALE BEDĄ KRUTKIE :C ZA 11 DNI KOMPETENCYJNY !!!!!!!!!!!!!
:CCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCC
-A
wtorek, 4 marca 2014
Rozdział XX
Bianca
Hmmm coś mi podpowiadało że ten pan jest z tego świata co ja. Może mieć z czterdzieści sześć w zwyż lat. Właśnie podeszła do mnie kelnerka. Ciągle się uśmiechała. Drżącymi rękami podała mi herbatę i kawałek ciasta. Stała nade mną zbyt długo. Puściłam jej niepewny uśmiech. Mogłabym przysiąc że kolor jej tęczówek się zmienił. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić ona zmieniła się w potwora...
Skóra cała zielona i pokryta łuskami, żółte oczy i dwa ogony jak u smoka zamiast nóg. Drakaina Scytyjska. Zaatakowała by mnie gdyby nie szybka reakcja siwowłosego pana. W mgnieniu oka znalazł się za Drakainą i krótkim ruchem przeciął monstrum na pół zmieniając je w pył. Ta akcja wcale mnie nie zdziwiła, spokojnie wziełam filiżankę i napiłam się gorącego płynu. Starszy pan pstryknął palcami i gapie zajeli się swoimi sprawami. Bez pytania dosiadł się do mnie. Odłożyłam bardzo powoli, herbatę na miejsce.
-Dzień dobry.-przywitałam się.
-Dzień dobry... ja cię znam...-pokazał na mnie palcem.
-Ale ja pana nie.-odpowiedziałam.
-Jestem Rick...-zaczął. No tak! Przecież to....
-Riordan.-zakończyłam. Przytaknął.
-Co tutaj robisz herosie o wielkiej mocy?-spytał. Zanim cokolwiek powiedziałam on odpowiedział sobie sam.
-Uciekasz przed życiem?
-Ja nie ucieka..
-Och... przedemną nie da się uciec.
-Przepraszam bardzo... w takim razie kim pan jest ?-spytałam.
-Bogiem trollingu i życia...-powiedział.
Spojrzałam na niego wielkimi oczami. A jednak jestem władczynią śmierci....(pamiętacie jak wam pisałam żebyście zapamiętali jeden fragment? ;D)
-Życia powiadasz? To dlaczego ży... ty jesteś taki skomplikowany?-wiem to dziwnie zabrzmiało.
-Dobre pytanie. No więc jak już mówiłem jestem też bogiem trollingu. Kocham zaskakiwać ludzi! Znam historię każdej osoby z osobna. Wiem co lubią i o czym myślą. Umiem władać nad emocjami bogów i innych istot żywych. Potrafię je zmieniać. To ja wybieram jaką drogą idą. Kim są i co osiągneli.
Pokiwałam głową.
-To kim jestem? Czego chcę? I co mam robić? I dlaczego mam ci ufać?-spytałam.
-Sama mi powiedz. Jesteś inna niż pozostali.
-Acha dzięki za komplement, zawsze wiedziałam że odstaję od reszty.-powiedziałam.
-Ech nie chodzi mi o to... no jesteś silniejsza, masz wielką moc, naprawdę.-powiedział.
Skończyłam sernik i dopiłam herbatę. Wstałam od stołu.
-Czytałam twoje książki. Są niesamowite. Nie lubię tej części kiedy umieram.-powiedziałam.
Uśmiechnął się lekko.
-Sprytnie wymyśliłeś jak herosi mogą odnaleźć swój dom. Śmiertelnicy nie wiedzą że ta historia jest prawdziwa. Powstał nawet o tym film. Ciekawe kto mnie zagra?-spytałam.
-Nie powiem.
-Tak właśnie myślałam.
-Gdzie idziesz?-spytał Rick.
Właśnie. Przecież ja nie mam gdzie spać. Zaraz .... Wujo Rick napisał w ,,Ostatnim Olimpijczyku" że śmierć poniosło tylu dobrych i dzielnych herosów, takich jak Charles Beckendorf, Silena Beauregard, Michael Yew, Luke Castellan. Mogę przenieść się do Hadesu tam wyprowadzić ich na ziemię i ich ożywić. To dobry pomysł.
-Nie powineneś tego wiedzieć?-odpowiedziałam.
-Jesteś herosem śmierci. Nie mam wpływu na twoje życie.
-No dobra, idę do Hadesu.
-Idę z tobą. Nie wejde do środka tylko poczekam.
-Dobrze.
-To ruszajmy w drogę.
-Tak.-przytaknęłam. Gdy wyszliśmy przed kawiarnią czekało czarne auto. Zwykłe bez żadnych 'bajerów'. Rick skierował się w jego stronę.
-To mój samochód.-powiedział.
-Domyśliłam się.
Wsiedliśmy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na cmętarz zajechaliśmy dość szybko i bez problemów. Zanim wysiadłam Rick mnie zaczepił.
-Co chcesz zrobić?-spytał.
-Ożywić paru herosów.
Rick zbladł. Powoli przełknął ślinę.
-Nie idziesz?-spytałam.
-Jest strasznie zimno.-powiedział zmieszany.
-Przecież jest środek lata.-odparłam.
-Em. No teorytycznie tak, ale...
-Pan się boi. Nigdy nie miał pan dotyczenia ze śmiercią.
-Hmm. Tak. Zawsze od niej uciekałem. Boje się jej.-powiedział.
Rozumiem. Każdy boi się śmierci. Nawet ja choć już raz umarłam.....
Wyszłam z auta. Szybko weszłam na teren cmętarzu. Poszłam na najciemniejszy kawałek jaki zdołało mi się wybrać. Cała skupiłam się na wielkich, czarnych, zrobionych z metalu, drzwi.
Przedemną wyrosły identyczne jak w mojej wyobraźni. Dobra mam z 30minut. Szybkim ruchem je otworzyłam. Schody na których stałam prowadziły w dół. Zbiegłam po nich.
Znalazłam się obok pałacu mojego taty. Ruszyłam w stronę pól (pul -Ter xD) Elizejskich.
(obdawanżowana noga -Ter xD)
sobota, 1 marca 2014
Rozdział XIX
Bianca
Wparowałam do środka.
Z hukiem zatrzasnęłam drzwi.
Byłam wściekła i smutna.
Weszłam do salonu.
Na kanapach siedzieli bogowie i Chejron.
Podeszłam do mojego taty.
-TY! Dlaczego mi nie powiedziałeś!?-krzyknęłam na niego.
Wszyscy byli zdezorientowani...
-Mów!-krzyknęłam.
Wyraz mojego taty był komiczny ale mi się nie chciało śmiać.
-Eee kochanie, o co chodzi?-spytał łagodnie.
-Co się stało?!-powtórzyłam.
-No co?-spytał po raz drugi.
-Nie powiedziałeś mi o mojej matce... że ona.. ona i .... tamta...-zaczęłam płakać.
Mój tata przybrał kamienną twarz.
Spojrzał na Zeusa i Posejdona wzrokiem "Mówiłem że tak będzie.".
Podszedł do mnie Apollo. Chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam.
-Nie zbliżaj się do mnie.-syknęłam.
-Dlaczego?-spytał.
-Nie chcę żeby mnie ktoś d o t y k a ł.-odpowiedziałam.
On podniósł ręce w obronnym geście.
-Jasne, spoko, okej.-powiedział.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-No więc!?-to pytanie skierowałam do Hadesa.-Co mi powiesz?
-Bianca.... zrozum że twój tata chciał dla Cie...-zaczął Zeus.
Spojrzałam na niego.
-A ty wcale nie jesteś lepszy! -krzyknęłam.
Zamurowało go.
- Dlaczego zawsze wszystkiego dowiaduję się ostatnia?! Dlaczego nikt mi nie powiedział prawdy?! Dlaczego ta cholerna przepowiednia dotyczy mnie?! A nie Percy'ego ?! Przecież on jest taki.... genialny..-powiedziałam. Targały mną silne emocje. Czułam jak wzrasta we mnie złość, wściekłość i nienawiść. Miałam ochotę kogoś zabić.
Moje boskie ADHD.
Wszyscy byli przerażeni, patrzyli na mnie szerokimi oczami.
Tylko Hades miał normalny wyraz twarzy.
Spojrzałam w ziemię...
Wokół moich nóg wiła się czarna i gęsta mgła....
Zmrużyłam oczy i spojrzałam na bogów.
-Mam tego dość! Jestem dla was ważna bo nazywają mnie 'cennym towarem'?-spytałam.
-N-nie...-zaczął Zeus.
-Nie? Czemu wy mnie okłamujecie? Zatajacie przede mną prawdę?-spytałam zrozpaczona.
Mgła zakrywała mi już kolana.
-Sama wiesz.To dla twojego dobra...-powiedziała przerażona Atena.
-Mojego dobra? O czym ty mówisz? Jesteś boginią mądrości, powinnaś mnie zrozumieć.-pokręciłam głową.
Spuściła wzrok. Hades wstał.
-Kochanie...-zaczął.
-Nie nazywaj mnie kochanie! Ty wcale mnie nie kochasz! Ty nikogo nie kochasz! Nie mów tak do mnie! Nie chcę cię znać! Nie chcę znać was wszystkich!-krzyknęłam.
Mój ojciec otworzył usta....
Wybiegłam.
To się nazywają emocjonalne pożegnania.
Szybki plan działania.
Najpierw się spakować.
Potem uciec z Obozu.
Znaleźć się w mieście.
Uciekać.
Albo nie....
Dlaczego mam uciekać?
Zmierzę się ze swoimi słabościami i dam radę.
Zostanę w miejscu, będę walczyć.
Nie dam nikomu satysfakcji że moje życie się rozwala.
A zwłaszcza Gaji, bo to przez nią wszystko się rozpada.
Wparowałam do domku, na szczęście nikogo tam nie było.
Spakowałam niezbędnę rzeczy do czarnego plecaka z logo mojego ulubionego zespołu Heavy metal'owego ( Nwm czy dobrze to zapisałam ale wiecie o co mi chodzi... prawda ?)
Szybko wyszłam.
Przeszłam między innymi domkami, obok areny i w końcu stanęłam koło sosny Thalii. Spojrzałam na nie.
Potem za siebie. Zbliża się walka z Gają a ja uciekam...
Nie.
Ja nie uciekam, ja idę przed siebie by zrealizować to co mogę jeszcze załatwić, czyli Gaję.
Podobno mogę władać śmiercią.....(teraz zapamiętajcie ten fragment!!!!!)
Hahahahahahahahahahahahahahahaha!!!
Co za idiotyzm....
To tak jakbym spotkała starszego pana i on by mi powiedział że jest władcą życia....
Hahahahaahahah.....
Ruszyłam w stronę obozu Rzymian .
Jeśli jeszcze raz spotkam tego od miśków to dam się ponieść mojemu ADHD....
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Szybko i chyłkiem udało mi się przebiec przez ten obóz.
Nie spojrzę w tył!
Nie dam się uwieść emocjom!
Nie popełnię tego błędu co Orfeusz!
Wziełam głęboki oddech.
Zaczęłam biec.
Biec przed siebie, czułam się wolna.
Dam radę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dotarłam do miasta.
Byłam głodna i zmęczona.
Na szczęście zabrałam pieniądze.
Weszłam do jakiejś kawiarni.
-Dzień dobry, witamy w Coffe shop . Co podać?-spytała, przyjaźnie kelnerka.
Była ubrana w brązowąsukienkę z logo firmy.
Coś mi tu nie pasowało...
-Na razie herbatę i sernik.-powiedziałam.
Kelnerka ciągle się uśmiechała i patrzyła na mnie.
Poszłam wolnym krokiem do pierwszego lepszego stolika.
Rozejrzałam sie po kawiarni.
Ściany koloru jasnego brązu wymieszane z ciemną czekoladą.
Stoliki z drewna i krzesła też.
Na każdym z nich paliła się świeczka o zapachu kawy...
Ale ja w powietrzy wyczuwałam jeszcze coś, ale ten durny aromat kawy mi przeszkadzał.
Przed moim stolikiem siedział jakiś starszy pan.
Siwe krótkie włosy, jasnobrązowa marynarka.
Siedział tyłem więc nie widziałam jego twarzy.
-A
wtorek, 25 lutego 2014
Małe pytanko....
Ktoś z Was moi herosi chodzi do gimnazjum nr.20 w Krakowie?
Bo jeśli tak to w ten piątek go odziedzę z klasą xD
PRZEPRASZAM ŻE NIE DAJĘ POSTÓW ALE NIE MAM WENY I CZASU :C MAM STRASZNIE DUŻO NAUKI :C
NO TRUDNO :C
TO TYLE KOCHANI!
TRZYMAJCIE SIĘ MOCNO !
-A
czwartek, 13 lutego 2014
WYNIKI KONKURSU !
1 DZIEŃ NA MOIM BLOGU WYGRYWA :
Zuza<3
BRAWO!!!!
DZIĘKUJĘ POZOSTAŁYM ZA WZIĘCIE UDZIAŁU W KONKURSIE!!
Dzień z życia pewnej heroski.
Mam na imię Lucy. Mieszkam na Manhattanie. Obecnie mam 12 lat.
Moja historia zaczyna się pewnego pięknego ranka kiedy to ja szłam do szkoły.
Idąc miałam wrażenie że ktoś ciągle mnie obserwuje.
Spojrzałam za siebie.
Nic tylko tłum ludzi śpieszących się do pracy.
Nie wiem co mnie tak niepokoji.
Gdy wreście znalazłam się przed szkołą, trochę się opanowałam.
W tłumie dzieciaków wyszukałam mojego kumpla.
Podeszłąm do niego.
-Hej.-przywitałam się.
-Cześć, nie zauważyłem cię.-odpowiedział.
Uśmiechnęłam się, on też.
-Wiesz co... odnoszę takie wrażenie jakby mnie ktoś szpiegował.-powiedziałam.
Spojrzał na mnie.
Ma na imię Max. Jest tego samego wzrostu co ja.
Ma krótke jasno brązowe włosy, szare, mądre i przenilkiwe oczy.
-Pff nie denerwuj się, nie no po co. Tak ci się tylko wydaje.-powiedział.
Wydawało mi się że kłamie.
-Chodźmy na lekcje.-powiedziałam.
Ruszyliśmy do szkoły.
~~~~~~~~~~~~~~~
Ta wpiska to też zalicza sie do historii Bianci
Dzięki za uwagę !
-A
wtorek, 11 lutego 2014
Rozdział XVIII
Możecie płakać, choć .....
Nie wiem ale to strasznie smutne....
Bianca
Annabeth zaczęła się śmiać.
-Co ty wygadujesz?-spytała.
Spojrzałam na nią.
Łzy napłynęły mi do oczu, gdy nagle dostałam wizję.
Stałam otoczona z każdej strony potworami.
Ich zapach drażnił mój nos.
Tłum mnie nie zauważył dopóki nie usłyszałam swojego imienia.
Przede mną stała wysoka, szczupła kobieta.
Włosy opadające lekkimi falami sięgały jej do łopatek.
Uśmiechała się tak uprzejmie, miło...
Spojrzałam jej w oczy i to był błąd.
Ciarki przeszły mi po plecach.
Z trudem przełknęłam ślinę.
Oczy niegdyś zapewne brązowe teraz całe świecące się na zielono.
Wcale nie jak u wyroczni.
Tylko jak u Aresa, takie zielone płomyczki,
patrzyły się na mnie z radością i poczuciem żalu....
-Witaj Bianco.-odezwała się.
Jej głos....
On był podwójny, jakby dwa kobiece głosy złączone ze sobą, tylko że jeden był ochrypły, suchy a drugi uczuciowy, uprzejmy i uspokajający.
Moją głowę zaczęły nachodzić wspomnienia.
Takie mętne, nic z nich nie zrozumiałam.
Jeszcze raz spojrzałam na nią.
Skądś ją znam , ale kto to jest?
Co Ona odemnie chce?
-Cześć?-powiedziałam niepewnie.
Czułam się zmęczona, zła, smutna, roztargniona...
Uśmiech kobiety powiększył się.
Wygiełam usta w niepewny uśmiech.
-Stęskniłam się. Poznajesz mnie?-spytała.
Pokręciłam przecząco głową.
Jej uśmiech trochę przygasł a w oczach pojawił się smutek.
Teraz zadaję sobie pytanie, że jakim cudem potrafię wyczytać emocje z ognia?
I zdaję sobie sprawę że sama te uczucia odczuwam.
-Oh Mario, ona cię nie pozna. Myślałaś że co? Żuci ci się na ramiona? Z uśmiechem? Proszę cię, nie denerwuj mnie.-odezwał się ten ochrypły głos.
Usta Marii przybrały wyraz grymasu.
-P-przepraszam o Pani.-odezwała się cicho swoim naturalnym głosem.
Maria..
Maria....
Maria.....
Maria?
Maria?
Maria?
Maria!?
Co to do cholery jasnej ma znaczyć ?!
Kto to jest?!
-Ja chcę do domu!-krzyknęłam.
W myślach zobaczyłam siebie jako małą dziewczynkę która właśnie tak robi i mówi.
Przedemną stała ta sama pani i w rękach trzymała małego chłopca...
Który miał oczy i kolor włosów te same co Nico.
Z kąd wiedziałam że ta dziewczynka to ja?
Bo to było wspomnienie które pamiętałam.
Tylko że zawsze uciekała mi ta część obrazu na której pojawia się Maria.
-Ohh, zawsze jak byłaś mała i byliśmy na spacerze zawsze tak mówiłaś i dodawałaś jeszczę "Bo Nico'wi (?) jest zimno!"-idealnie udawała głos małej, rozkapryszonej dziewczynki. Znowu szeroki uśmiech.
Spojrzałam na nią ze strachem.
-O jakiego Nico ci chodzi?-spytałam.
Nagle ten dziwny świat zaczął znikać...
Przed sobą miałam jasną biel.
I w ostatniej chwil usłyszałam.
-Nico di Angelo , mój syn !
Zatkało mnie.
Mrugnęłam pare razy.
Rozejrzałam się po twarzach herosów.
Przedemną stała Annie, unosząc brwi.
Poczułam jak serce zaczyna bić mi szybciej,
tętno przyśpieszyło,
w uszach zaczęło mi dzwonić.
Powoli jak w smole upadłam na kolana.
Podbiegł do mnie Leo.
Mój kochany, jedyny Leo.
-Bianca? Wszytsko w porządku?-spytał.
Tak, on jest kochany.
Pokręciłam przecząco głową.
-Nie rozumiem.-powiedziałam.
Zaczęłam płakać.
Leo przytulił mnie do siebie.
-Czego nie rozumiesz?-spytała spokojnym i pełnym zatroskania głosem, Annabeth.
Spojrzałam w Cierniaka.
Potem w szare, mądre oczy dziewczyny Percy'ego.
-Nie rozumiem dwóch spraw.-powiedziałam.
-Jakich?-dopytywała się.
-Dlaczego Cierniak powiedział mi prawdę?-spytałam.
Oczy wszystkich spoczeły na nim.
Zapadła cisza.
Wstałam.
Leo przytrzymywał mnie w talii.
-Ekhm, no wiec... ymm w tedy gdy umarłaś..... wszyscy to widzieli.. hmm i znaczy się wszystkie potwory i sam Kronos .... i ja poczułem w sercu takie uczucie...... bólu, smutku, rozczarowania.... bo oczywiście myślałem że to Perseusz Jackson wskoczy w tego robota a nie ty.... czułem też nienawiść do samego siebie że ..... -pokręcił przecząco głową- że gdybym nie wykonał tego durnego rozkazu ..... chłopca z blond włosami z blizną na oku....to nie doszło by do tego..... bo ty masz wielką moc Bianco i jesteś w centrum zainteresowania wszystkich potworów i złych bogów. Legenda głosi że żeby być niepokonanym i powalić Olimp i zawładnąć ziemią czeba...... uśmiercić córkę Hadesa.... która ma moc ..... moc mocniejszą od każdego innego boga. Ty władasz śmiercią.-powiedział.
Po chwili ciszy i jego namysłu znowu się odezwal a jego oczy ciągle patrzyły się w moje.
-Baliśmy się że Ciebie stracimy. Stracimy taką okazję......... po tym wszystkim co zaszło..... zostałem uśmiercony i niewypowiem imienia i nazwiska tej osoby....... trafiłem do tartaru.... i wtedy Gaja wyczuła u mnie wielki potencjał. Że potrafię cię złapać i przynieść Ciebie jej. Powiedziała mi że ty żyjesz... że jesteś na ziemi i szukasz brata.... który wiecznie szuka ciebie.... wydostałem się na powierzchnię przez Wrota Śmierci..... znalazłem ciebie.... i to w Central Parku z tą dziewczynką.......... to mnie uśmierciłaś.... ale na niby..... Gaja przeniosła mnie na inne miejsce..... daleko od ciebie......to był podstęp-tu wysłał mi znaczące spojrzenie- byłem przy obozie gdy nagle jakiś bóg mnie złapał i zamknął w pudle i potem...... znalazłem się przed tobą........ w tym pudle przemyślałem sobie wszystko że ty jesteś dzieckiem..... a tryliony istot chce cię zabić..... heee...co za bezmyślność........znam plany Gaji! Są złe ! Zniszczy cię! Musiałem Ci to powiedzieć !!!! Poczułem że moim obowiązkiem jest Cię chronić !! A nie być przy Gai...nie....... dlatego Ci to powiedziałem...... zaoszczędziłem Ci cierpienia..... tak mi przykro...-powiedział.
Kiwnęłam głową.
Nigdy nie przypuszczałam że przytulę się do potwora.
Ale to zrobiłam.
I szybo szepnęłam mu do ucha.
-Wielki Dom... powiesz wszystko..
Przytaknął.
Spojrzałam mu w oczy.
-Ale co on Ci powiedział?-spytał Nico.
Zesztywniałam.
Odwruciłam się w jego stronę.
Przytuliłam się do niego.
Był zdziwiony.
-Pamietasz naszą mamę?-spytałam.
-Tak.-odpowiedział.
-Pamiętasz jak wyglądała?-zadałam kolejne pytanie.
-Była szczupła, wysoka, miała ciemno brązowe włosy gdzieś do łopatek i brązowe oczy.
Westchnęłam.
-To jest druga sprawa której nie rozumiem... dlaczego.... ona ją przyjeła do swojego ciała?-spytałam.
-Kto? -spytał.
Patrzył na mnie a jego wzrok mówił.
"Ona potrzebuje spotkania z jakimś dobrym lekarzem, który leczy zaburzenia psychiczne".
-Nico.. nie chciałam żebyś to wiedział ale tak będzie lepiej....kocham cię i chcę dla ciebie jak najlepiej ..... więc nie patrz tak na mnie! To nie moja wina że nasza matka , Maria di Angelo udzieliła swojego ciała Gaji!!!-krzyknęłam.
Znowu zaczęłąm płakać.
Wybiegłam z pawilonu.
Kierowałam się w stronę Wielkiego Domu.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam że krótki,
ale chciałam dzisiaj coś dodać.
Kocham dla Was pisać,
to sprawia mi wielką przyjemność,
codziennie gdy sprawdzam mojego bloga,
każdy komentarz jest dla mnie jak butelka wody, która dla nas jest tylko zwykłą wodą ale dla dzieci z biednych krajów jest marzeniem(właściwie to sama nie rozumiem tego porównania),
wywołujecie tymi komentarzami szeroki uśmiech i dobry nastrój na resztę dnia ^^
Dziękuje i cieszę się że jesteście.
Pisanie dla Was jest jak narkotyk,
uzależnia i nie da się bez tego normalnie żyć,
gdy jestem na zakupach to ciągle myślę o tym by być w domu i pisac, pisać i pisać.....
Wiem że jest dużo innych ludzi, którzy umieją lepiej pisać i bardziej ciekawie,
dlatego jaram się chociaż jednym komentarzem :D
Cieszę się z tylu wejść bo wiem że mam dla kogo pisać,
i że może komuś się podoba ja piszę...
Dziękuje jednej z moich fanek, która jest też moją siostrą zdomku Hadesa i która zajebiście pisze i z którą dzisiaj pisałam na Facebook'u.
Życzę Ci dużo weny i cieszę się że czytasz mojego bloga i tak go wychwalasz.
Dlatego ten rozdział dedykuję Tobie.
Wiem że mogłam tak na początku rozdziału napisac ale nie wydawało mi się to konieczne.
Ważne żebyś to przeczytała. <3 <3 <3
Pozdrawiam
-A
Cieszę się że mój blog Wam się nie nudzi.
I dziwię się że jak napiszę w wyszukiwarce Google na grafice moje imię i nazwisko to wychodzi moje zdjęcie.....
A i dziękuje Olivi, Lucy, Gabi, Elci G.( która nawet tego bloga nie czyta ale ok) i Jaśkowi( choć on też nie czyta XD) za zajefajny wczorajszy (teraz jest godz. 00:03)
dzień! Było super, było śmiesznie i genialnie XD
Z Lucy prawie cały film przegadałyśmy XD
poniedziałek, 10 lutego 2014
Pamiętnik Nica :D
Świat widziany moimi oczami.
Drogi pamiętniczku,
dawno nic Ci nie pisałem.
To straszne!
Ale nie zapomniałem o Tobie.
Stęskniłem się, choć jesteś schowany w ostatniej szufladzie, mojej komody nocnej i zawsze jesteś blisko to ja czuję że jesteś bardzo daleko.
No więc działy się saaame dziwy.
Moja siostra postradała zmysły,
Jason też,
wpadłem na Percy'ego,
przez Biancę,
nie mogłem zabić potwora,
przez Biancę,
moje uczucia do Percy'ego....
Pamiętniczku!!!!!!!!!
Co mam robić?
Powiedz mi że Percy to głupi, ładny, bezmyślny, przystojny, chłopak, wsam raz dla mnie, który ma dziewczynę, której się pozbędę, powiedz to, że on na mnie nie zasługuje i pozwól zabić mi Jasona !!
On krzyknął :"Jeeeeeeeeest!!" i zaczął tańczyć !!!
Rozumiesz?
To mogło się wydać !!!!!!
A on obiecał, idiota jeden.
Ale od początku....
No więc pewnego dnia podeszłem do mojego stolika, gdzie siedziała już Bianca,
chciałem z nią pogadać lecz ona śpieszyła się na trening.
Po chwili dosiedli się do mnie;
Percy, Anabeth,Jason,Piper,Leo,Grace,
gadaliśmy o czymś tylko że ja nie mogłem się skupić bo obok mnie siedział Percy.
Ignorowałem znaczące spojrzenia Jasona siedzącego naprzeciwko.
Gdy skończyłem jeść i wstałem by odnieść miskę przy dzwiach zobaczyłem, Cierniaka.
Tak tego o dwóch kolorowych oczach i z ogonem-karabinem.
Miska wypadła mi z rąk.
Wszystcy spojrzeli na mnie.
Potem na Cierniaka.
Każdy wstał i dobył broni.
Podeszłem do niego.
Lecz w tym momęcie pojawiła się Bianca, która mówiła żeby go nie zabijać,
ona naprawdę straciła zmysły!!
Muszę załatwić jej jakiegoś dobrego tełrapełtę (jestem herosem! nie wiem jak się to pisze!).
Popchnęła mnie w Percy'ego i wtedy zaczeło się piekło...
Jason krzyknął, wszystcy na niego spojrzeli,
Jemu też się przyda tełrapełta...
i by się wydało!!!!
Rozumiesz?
Straszne.....
A na dodatek wykonał taniec zwycięstwa...
Spytany co mu się dzieje odpowiedział
"Niezły rzut Bianco"....
Anabeth,
ta przemądrzała, mądra, maniaczka architektóry, która zabrała mi chłopaka,
wkroczyła do akcji pytając się Bianci o co jej chodzi....
Chciałem usłyszeć odpowiedź siostry tylko że dzieciaki wypchnęły mnie z tłumu i nic nie usłyszałem..
To jest straszne, ten dzień będzie mi się śnił po nocach...
Jeszcze nigdy nie byłem tak blisko Percy'ego....
Nie,
nie,
nie.
Do następnego wpisu Pamiętniczku.
Tylko tobie mogę zaufać, bo nie umiesz chodzić i nie wyjdziesz z szuflady...
Całuję,
Nico di Angelo
-A