Pioseenki ☻

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział XXI

Z dedykejszyn dla Julie Jackson ;3
*Chamska reklama*
*wiem że nie prosiłaś ale ...*
https://m.facebook.com/?_rdr#!/profile.php?id=154172191342626
<-------- Jej fanpage ;*
Wejdziesz? Lajkniesz? Bardzo dzięki;*
*pacz na zdjęcie* *to je dzieło moje* *i Lucy*
*znak Percico* xD
Bianca
Szłam między krzewami mej macochy gdy ktoś mnie zawołał.
-Bianca?!
Powoli się odrwuciłam. Nie, nie, NIE! To była Persefona.
-Mmm. Cześć!-odpowiedziałam.
-Na grzebień Apolla! Gdzie się podziewałaś?-spytała.
-Tu?-odpowiedziałam.
-Dokładniej.-poprosiła.
-No w pokoju.-powiedziałam.
-Gdzie w pokoju?-spytała.
-No w takim pomieszczeniu gdzie są moje rzeczy.-wyjaśnłam.
-No wiem co to jest pokój, ale gdzie ty na owsiankę mojej matki, byłaś?!-krzyknęła.
Wtedy usłyszałam to:
-Ktoś powiedział OWSIANKA?!!!
To była Demeter. Persefona przewruciła oczami.
-Nie mamo, nie. Coś ci się pomyliło.
-Hmmm. Ale i tak te jego dzieci powinny jeść owsiankę.-powiedziała.
-Matko! Prszę cię, kto w tych czasach je owsiankę?! No oprucz małych dzieci?-spytała Persefona.
-No naprzykład ja.-odpowiada Demeter.
Ja bardzo dyskretnie uciekam z miejsca. Biegnę żeby mnie nie złapano. Znalazłam się na miejscu. Pola Elizejskie. Okej, to byli Ci no..... nieważne. Stanęłam w widocznym miejscu, dusze zmarłych patrzyły na mnie.
-Hej! Jak tam życie?-spytałam, jednak potem zdałam sobie sprawę z tego że to było bez sensu...
-Emmm, nieważne. No więc ja powiem parę imion i nazwisk a te osoby przyjdą do mnie!-dokończyłam.
Jedynie ja tu okazywałam entuzjazm....
-Charlie Beckendorf, Silena Beauregard, Michael Yew, [pare nazwisk później] i Luke Castellan.
Dusze przedzierały się prze tłum. Nie wiem kto jest kim, ale dam sobie radę...
-No dobra, ja was wyprowadzę na powierzchnię! Odrodzicie sie i wogule. A i jestem z wami! Jestem Bianca di Angelo, siostra Nica.... kojarzycie?
Zero odpowiedzi. No cóż.
-To za mną, kompanio!-wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
-Khm. No więc ten no.... idziecie?
Ruszylismy w drogę powrotną. Szybko przebiegłam obok orgodu Persi i znaazłam się przy wyjściu na świat.
-Szybko!-krzyknęłam i pędem ruszyłam ku górze.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Gdy wszyscy wydostali się na powierzchnię z ulgą odetchnęłam. Spojrzałam na nich. Skoro dzieci Hafiego będą zadowolone to dobrze. Więcej entuzjamu. Na początku ..........



BĘDĘ ZŁA I BĘDĘ DODAWAĆ POSTY CZĘŚCIEJ ALE BEDĄ KRUTKIE :C ZA 11 DNI KOMPETENCYJNY !!!!!!!!!!!!!
:CCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCCC
-A

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział XX

Bianca
Hmmm coś mi podpowiadało że ten pan jest z tego świata co ja. Może mieć z czterdzieści sześć w zwyż lat. Właśnie podeszła do mnie kelnerka. Ciągle się uśmiechała. Drżącymi rękami podała mi herbatę i kawałek ciasta. Stała nade mną zbyt długo. Puściłam jej niepewny uśmiech. Mogłabym przysiąc że kolor jej tęczówek się zmienił. Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić ona zmieniła się w potwora...
Skóra cała zielona i pokryta łuskami, żółte oczy i dwa ogony jak u smoka zamiast nóg. Drakaina Scytyjska. Zaatakowała by mnie gdyby nie szybka reakcja siwowłosego pana. W mgnieniu oka znalazł się za Drakainą i krótkim ruchem przeciął monstrum na pół zmieniając je w pył. Ta akcja wcale mnie nie zdziwiła, spokojnie wziełam filiżankę i napiłam się gorącego płynu. Starszy pan pstryknął palcami i gapie zajeli się swoimi sprawami. Bez pytania dosiadł się do mnie. Odłożyłam bardzo powoli, herbatę na miejsce.
-Dzień dobry.-przywitałam się.
-Dzień dobry...  ja cię znam...-pokazał na mnie palcem.
-Ale ja pana nie.-odpowiedziałam.
-Jestem Rick...-zaczął. No tak! Przecież to....
-Riordan.-zakończyłam. Przytaknął.
-Co tutaj robisz herosie o wielkiej mocy?-spytał. Zanim cokolwiek powiedziałam on odpowiedział sobie sam.
-Uciekasz przed życiem?
-Ja nie ucieka..
-Och... przedemną nie da się uciec.
-Przepraszam bardzo... w takim razie kim pan jest ?-spytałam.
-Bogiem trollingu i życia...-powiedział.
Spojrzałam na niego wielkimi oczami. A jednak jestem władczynią śmierci....(pamiętacie jak wam pisałam żebyście zapamiętali jeden fragment? ;D)
-Życia powiadasz? To dlaczego ży... ty jesteś taki skomplikowany?-wiem to dziwnie zabrzmiało.
-Dobre pytanie. No więc jak już mówiłem jestem też bogiem trollingu. Kocham zaskakiwać ludzi! Znam historię każdej osoby z osobna. Wiem co lubią i o czym myślą. Umiem władać nad emocjami bogów i innych istot żywych. Potrafię je zmieniać. To ja wybieram jaką drogą idą. Kim są i co osiągneli.
Pokiwałam głową.
-To kim jestem? Czego chcę? I co mam robić? I dlaczego mam ci ufać?-spytałam.
-Sama mi powiedz. Jesteś inna niż pozostali.
-Acha dzięki za komplement, zawsze wiedziałam że odstaję od reszty.-powiedziałam.
-Ech nie chodzi mi o to... no jesteś silniejsza, masz wielką moc, naprawdę.-powiedział.
Skończyłam sernik i dopiłam herbatę. Wstałam od stołu.
-Czytałam twoje książki. Są niesamowite. Nie lubię tej części kiedy umieram.-powiedziałam.
Uśmiechnął się lekko.
-Sprytnie wymyśliłeś jak herosi mogą odnaleźć swój dom. Śmiertelnicy nie wiedzą że ta historia jest prawdziwa. Powstał nawet o tym film. Ciekawe kto mnie zagra?-spytałam.
-Nie powiem.
-Tak właśnie myślałam.
-Gdzie idziesz?-spytał Rick.
Właśnie. Przecież ja nie mam gdzie spać. Zaraz .... Wujo Rick napisał w ,,Ostatnim Olimpijczyku" że śmierć poniosło tylu dobrych i dzielnych herosów, takich jak Charles Beckendorf, Silena Beauregard, Michael Yew, Luke Castellan. Mogę przenieść się do Hadesu tam wyprowadzić ich na ziemię i ich ożywić. To dobry pomysł.
-Nie powineneś tego wiedzieć?-odpowiedziałam.
-Jesteś herosem śmierci. Nie mam wpływu na twoje życie.
-No dobra, idę do Hadesu.
-Idę z tobą. Nie wejde do środka tylko poczekam.
-Dobrze.
-To ruszajmy w drogę.
-Tak.-przytaknęłam. Gdy wyszliśmy przed kawiarnią czekało czarne auto. Zwykłe bez żadnych 'bajerów'. Rick skierował się w jego stronę.
-To mój samochód.-powiedział.
-Domyśliłam się.
Wsiedliśmy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Na cmętarz zajechaliśmy dość szybko i bez problemów.  Zanim wysiadłam Rick mnie zaczepił.
-Co chcesz zrobić?-spytał.
-Ożywić paru herosów.
Rick zbladł. Powoli przełknął ślinę.
-Nie idziesz?-spytałam.
-Jest strasznie zimno.-powiedział zmieszany.
-Przecież jest środek lata.-odparłam.
-Em. No teorytycznie tak, ale...
-Pan się boi. Nigdy nie miał pan dotyczenia ze śmiercią.
-Hmm. Tak. Zawsze od niej uciekałem. Boje się jej.-powiedział.
Rozumiem. Każdy boi się śmierci. Nawet ja choć już raz umarłam.....
Wyszłam z auta. Szybko weszłam na teren cmętarzu. Poszłam na najciemniejszy kawałek jaki zdołało mi się wybrać. Cała skupiłam się na wielkich, czarnych, zrobionych z metalu, drzwi.
Przedemną wyrosły identyczne jak w mojej wyobraźni. Dobra mam z 30minut. Szybkim ruchem je otworzyłam. Schody na których stałam prowadziły w dół. Zbiegłam po nich.
Znalazłam się obok pałacu mojego taty. Ruszyłam w stronę pól (pul -Ter xD) Elizejskich.
(obdawanżowana noga -Ter xD)

sobota, 1 marca 2014

Rozdział XIX

Bianca
Wparowałam do środka.
Z hukiem zatrzasnęłam drzwi.
Byłam wściekła i smutna.
Weszłam do salonu.
Na kanapach siedzieli bogowie i Chejron.
Podeszłam do mojego taty.
-TY! Dlaczego mi nie powiedziałeś!?-krzyknęłam na niego.
Wszyscy byli zdezorientowani...
-Mów!-krzyknęłam.
Wyraz mojego taty był komiczny ale mi się nie chciało śmiać.
-Eee kochanie, o co chodzi?-spytał łagodnie.
-Co się stało?!-powtórzyłam.
-No co?-spytał po raz drugi.
-Nie powiedziałeś mi o mojej matce... że ona.. ona i .... tamta...-zaczęłam płakać.
Mój tata przybrał kamienną twarz.
Spojrzał na Zeusa i Posejdona wzrokiem "Mówiłem że tak będzie.".
Podszedł do mnie Apollo. Chciał mnie przytulić ale go odepchnęłam.
-Nie zbliżaj się do mnie.-syknęłam.
-Dlaczego?-spytał.
-Nie chcę żeby mnie ktoś d o t y k a ł.-odpowiedziałam.
On podniósł ręce w obronnym geście.
-Jasne, spoko, okej.-powiedział.
Spiorunowałam go wzrokiem.
-No więc!?-to pytanie skierowałam do Hadesa.-Co mi powiesz?
-Bianca.... zrozum że twój tata chciał dla Cie...-zaczął Zeus.
Spojrzałam na niego.
-A ty wcale nie jesteś lepszy! -krzyknęłam.
Zamurowało go.
- Dlaczego zawsze wszystkiego dowiaduję się ostatnia?! Dlaczego nikt mi nie powiedział prawdy?! Dlaczego ta cholerna przepowiednia dotyczy mnie?! A nie Percy'ego ?! Przecież on jest taki.... genialny..-powiedziałam. Targały mną silne emocje. Czułam jak wzrasta we mnie złość, wściekłość i nienawiść. Miałam ochotę kogoś zabić.
Moje boskie ADHD.
Wszyscy byli przerażeni, patrzyli na mnie szerokimi oczami.
Tylko Hades miał normalny wyraz twarzy.
Spojrzałam w ziemię...
Wokół moich nóg wiła się czarna i gęsta mgła....
Zmrużyłam oczy i spojrzałam na bogów.
-Mam tego dość! Jestem dla was ważna bo nazywają mnie 'cennym towarem'?-spytałam.
-N-nie...-zaczął Zeus.
-Nie? Czemu wy mnie okłamujecie? Zatajacie przede mną prawdę?-spytałam zrozpaczona.
Mgła zakrywała mi już kolana.
-Sama wiesz.To dla twojego dobra...-powiedziała przerażona Atena.
-Mojego dobra? O czym ty mówisz? Jesteś boginią mądrości, powinnaś mnie zrozumieć.-pokręciłam głową.
Spuściła wzrok. Hades wstał.
-Kochanie...-zaczął.
-Nie nazywaj mnie kochanie! Ty wcale mnie nie kochasz! Ty nikogo nie kochasz! Nie mów tak do mnie! Nie chcę cię znać! Nie chcę znać was wszystkich!-krzyknęłam.
Mój ojciec otworzył usta....
Wybiegłam.
To się nazywają emocjonalne pożegnania.
Szybki plan działania.
Najpierw się spakować.
Potem uciec z Obozu.
Znaleźć się w mieście.
Uciekać.
Albo nie....
Dlaczego mam uciekać?
Zmierzę się ze swoimi  słabościami i dam radę.
Zostanę w miejscu, będę walczyć.
Nie dam nikomu satysfakcji że moje życie się rozwala.
A zwłaszcza Gaji, bo to przez nią wszystko się rozpada.
Wparowałam do domku, na szczęście nikogo  tam nie było.
Spakowałam niezbędnę rzeczy do  czarnego plecaka z logo mojego ulubionego zespołu Heavy metal'owego ( Nwm czy dobrze to zapisałam ale wiecie o co mi chodzi... prawda ?)
Szybko wyszłam.
Przeszłam między innymi domkami, obok areny i w końcu stanęłam koło sosny Thalii. Spojrzałam na nie.
Potem za siebie. Zbliża się walka z Gają a ja uciekam...
Nie.
Ja nie uciekam, ja idę przed siebie by zrealizować to co mogę jeszcze załatwić, czyli Gaję.
Podobno mogę władać śmiercią.....(teraz zapamiętajcie ten fragment!!!!!)
Hahahahahahahahahahahahahahahaha!!!
Co za idiotyzm....
To tak jakbym spotkała starszego pana i on by mi powiedział że jest władcą życia....
Hahahahaahahah.....
Ruszyłam  w stronę obozu Rzymian .
Jeśli jeszcze raz spotkam tego od miśków to dam się ponieść mojemu ADHD....
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Szybko i chyłkiem udało mi się przebiec przez ten obóz.
Nie spojrzę w tył!
Nie dam się uwieść emocjom!
Nie popełnię tego błędu co Orfeusz!
Wziełam głęboki oddech.
Zaczęłam biec.
Biec przed siebie, czułam się wolna.
Dam radę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dotarłam do miasta.
Byłam głodna i zmęczona.
Na szczęście zabrałam pieniądze.
Weszłam do jakiejś kawiarni.
-Dzień dobry, witamy w Coffe shop . Co podać?-spytała, przyjaźnie kelnerka.
Była ubrana w brązowąsukienkę z logo firmy.
Coś mi tu nie pasowało...
-Na razie herbatę i sernik.-powiedziałam.
Kelnerka ciągle się uśmiechała i patrzyła na mnie.
Poszłam wolnym krokiem do pierwszego lepszego stolika.
Rozejrzałam sie po kawiarni.
Ściany koloru jasnego  brązu wymieszane z ciemną czekoladą.
Stoliki z drewna i krzesła też.
Na każdym z nich paliła się świeczka o zapachu kawy...
Ale ja w powietrzy wyczuwałam jeszcze coś, ale ten durny aromat kawy mi przeszkadzał.
Przed moim stolikiem siedział jakiś starszy pan.
Siwe krótkie włosy, jasnobrązowa marynarka.
Siedział tyłem więc nie widziałam jego twarzy.

-A